O autorze
Jestem córką, siostrą, przyjaciółką. Prowadzę bloga kulinarnego www.pysznewege.com. Uwielbiam podróże. Jestem niemożliwym zwierzolubem. Systematycznie przeprowadzam w swoim życiu rewolucję rozmachem przypominającą walkę o niepodległość. To mniej więcej ja.

Mam wiele nadprogramowych kilogramów, których czas się pozbyć. Najczęściej moje mocne postanowienie uporania się z nadmiarem mojej osoby znikało po kilku dniach morderczych diet i jeszcze trudniejszych do zniesienia ćwiczeń. Dlatego powiedziałam: „dość!”. Nie, nie porzuciłam planu, nie zapomniałam o celu, tylko wybrałam inną, nieco dłuższą drogę - zmieniłam swoje życie tak, żeby to moje ciało musiało przystosować się do mnie, nie odwrotnie.

Rusz się!

Doskonale znam ten scenariusz, gdy nadprogramowe kilogramy skutecznie usadzają Cię na kanapie, wilczy głód wpycha do ręki kolejną porcję jedzenia, a mózg upomina się o codzienną dawkę ogłupiających programów w telewizji.

Rozumiem Cię: czujesz się fatalnie, boisz się oceniających spojrzeń, przygnębia Cię to, jak wyglądasz. A może wręcz przeciwnie? W ogóle o tym wszystkim nie myślisz, powtarzając sobie, że jesteś szczęśliwy? Nie wątpię – łatwiej jest wmówić sobie, że akceptujemy taki stan rzeczy niż podjąć wyzwanie i walczyć.



Ogarnij się! To nie jest normalny stan!

Nie zabraniam Ci oglądać TV, ani objadać się do granic możliwości. W zasadzie to Twoja decyzja. Proszę Cię tylko, żebyś zastanowił się przez chwilę, jak tak naprawdę czuje się Twoje ciało, w jakiej jesteś kondycji? Czy jest Ci dobrze z zadyszką po wejściu na drugie piętro? Czy naprawdę tak lubisz czekać dłużej na autobus, bo poprzedni uciekł, gdy nie byłeś w stanie podbiec 200 metrów? Czy sprawia Ci przyjemność ciągłe przegrywanie z kompleksami?

Nie musisz mi odpowiadać, ale bądź szczery wobec siebie.

Otyłość to choroba, a brak walki z nią to powolne samobójstwo – Twoje serce jest zbyt obciążone, żeby mogło dobrze pompować krew, Twoje stawy zmagają się z niewyobrażalnym obciążeniem.

Uwierz mi, Twoje mięśnie są stworzone do ruchu. Nie musisz od razu biegać maratonów i startować w olimpiadach. Po prostu wyłącz ten telewizor, odejdź od komputera i pójdź na spacer, pojedź gdzieś rowerem, przebiegnij się, pójdź na basen, pogimnastykuj się, potańcz przy ulubionej muzyce. Zrób cokolwiek!

Na początek polecam Ci wybranie tego rodzaju aktywności, która sprawia Ci przyjemność. U mnie był to rower, który spowodował, że ruch stał się nawykiem. Później łatwiej było mi wprowadzić inne rodzaje treningów. Wiesz dlaczego? Bo moje mięśnie przyzwyczaiły się do ruchu. Przestałam bać się zmęczenia – jest ono wynikiem robienia kolejnych kroków w kierunku zdrowia.

Nie musisz mieć profesjonalnego sprzętu i specjalnego ubrania, żeby włączyć aktywność fizyczną do swojego planu dnia. Na razie wystarczą Ci spodenki, koszulka i sportowe lekkie buty, które pewnie zalegają gdzieś w szafie od czasu porzucenia jednego z wielu postanowień chodzenia na siłownię.

Nie jestem specjalistką od odchudzania, dietetykiem czy trenerem osobistym. Nie powiem Ci, jak masz ułożyć swoją dietę czy też jak ustawiać stopy w trakcie biegania. Ale też siedziałam na kanapie pochłaniając kolejne porcje jedzenia. I wiem, że jest to niewłaściwa droga, z której trzeba jak najszybciej spierniczać.

Masz jakieś pytania? Potrzebujesz kopa? Mogę spróbować, jeśli Ci to pomoże. :)

Pisz: ewelina.rekawek@poczta.fm

Proszę Cię, zawalcz o siebie!
Trwa ładowanie komentarzy...